Kanion Colca

04.01.2016 Cabanaconde

Cabanaconde to mała wioska położona na wysokości 3 280 m.n.p.m w Kanionie Colca. Dojechaliśmy do niej po 6 godzinach krętej drogi z widokami na wulkany Arequipy, przepiękne płaskowyże i wzdłuż ponad połowy długości jednego z największych kanionów świata (czasem nazywany największym). Kanion ciągnie się przez 120 km, a jego ściany wznoszą się na wysokość 4200 m. Zagłębiając się w kanionie nasz autobus coraz bardziej zapełniał się tubylcami wracającymi do wioski po ciężkim dniu pracy w polu. Wszystkie kobiety ubrane są w tradycyjne stroje regionalne, kolorowo haftowane koszule, spódnice, marynarki i wspaniałe białe kapelusze. Każdy region Peru który odwiedziliśmy charakteryzował się zdobionymi damskimi kapeluszami. Kapelusze regionu Arequipy są wspaniałe, cienką nitką wyhaftowane są na nich ptaki, kwiaty i elementy roślinne. Po dojechaniu do głównego placu Cabanaconde kolorowo ubrane kobiety rozeszły się we wszystkich kierunkach, a nam pozostało znalezienie hostelu. Cabanaconde położona jest na brzegu płaskiej doliny z widokiem na płynąca 1200 m niżej rzekę Colca, oraz małą wioskę Sangalle, zwaną też Oasis, jedyną widoczną z góry zieloną plamą suchego pejzażu dna kanionu.

W 1981 pierwszymi osobami, które przepłynęły rzekę Colca byli Polacy! Wyprawa polskich kajakarzy nadała kilka, teraz oficjalnych nazw, częścią Kanionu i zasłużyła sobie wpis do Księgi Rekordów Guinessa.

05.01.2016 Cabanaconde

06.01.2016 z Cabanaconde przez Oasis, Malata do Tapay

Z Cabanaconde wybraliśmy się, po raz kolejny, na 4 dniowy trek, podczas którego przeszliśmy około 50 km. I teraz możemy się pochwalić, od momentu naszego wyjazdu podczas naszych treków pokonaliśmy, pieszo w górę i dół, ponad 300 km w Andach Peruwiańskich. Dzień zaczęliśmy od mocnego zejścia do rzeki Colca i wioski Sangalle. Oasis to mała zielona wioska z tylko kilkoma mieszkańcami zapełniająca się wieczorem przez schodzących z gór turystów. My mieliśmy szczęście znaleźliśmy się w niej w godzinach przedpołudniowych sami, większość turystów idzie w drugą stronę więc dochodzą do wioski popołudniu. Udało nam się skorzystać z przerwy i popływać w małym chwilowo naszym basenie, niestety gdy zejdzie się ponad tysiąc metrów kiedyś trzeba je też podejść, i tak zaczęliśmy podejście do wioski Tapay położonej na wysokości 2 800 m n.p.m.

07.01.2016 Z Tapay przez Malata do Fure

Tapay jak dowiedzieliśmy się od zapoznanych tubylców to główna administracyjnie wioska doliny i od roku posiada „Careterę” (drogę). Większość małych wiosek nie posiada drogi, którą samochody mogły by do nich dojechać, dlatego też dużo jest po części opuszczonych i popada w ruinę. W Tapay dużo domów zostało opuszczonych, ale teraz wraz z drogą wszystko się zmienia. Nowe domy budują się jeden za drugim, sklepy i łatwa mobilność uratowały wioskę przed zapomnieniem. Drugiego dnia ruszyliśmy w dół przez Malatę w stronę Cataraty. Na naszej drodze spotkaliśmy uroczą parę staruszków, obydwoje koło 80-tki podchodzą długą małą ścieżką prowadzącą z ich wioski do drogi, gdzie czekają na autobus. Skorzystaliśmy z ich uprzejmości by sobie trochę poplotkować i nauczyć się techniki obierania owoców kaktusa (Tuna). Zbliżając się do Fure mieliśmy naszą pierwszą górską burzę, na wąskiej ścieżce nie było się gdzie schować więc kontynuowaliśmy, aż do wioski. Fure jest wioską całkowicie opuszczoną, mieszkańcy wracają czasami by zajrzeć do swoich domów i ogrodów ale nikt, może poza starą trochę szaloną babcią, w niej nie mieszka. Wioska nie posiada drogi a jedyny dostęp do niej to mała, osuwająca się, trudna ścieżka. Rok temu Fure nawiedzone było dzień w dzień przez trzęsienia ziemi, które powodowały obsunięcia terenu i spadanie kamieni na małe gliniane domki, rząd Peru zdecydował ewakuować mieszkańców i przenieść ich na nowy teren. Mieszkają oni teraz w położonej koło drogi, dużo niżej, bezpieczniej nowej wiosce zwanej Belen.

08.01.2016 Wodospad, Llatica i Llahuar

Z Fure wystarczy godzina by podejść do Cataraty. Wodospad jest wspaniały, nawet podejście na kilkadziesiąt metrów jest trudne, byliśmy cali mokrzy i odświeżeni na ścieżkę wiodącą do Llahuar. Spotkaliśmy też pana od Tuny, który, jak to często u Peruwiańczyków bywa zatrzymał się by z nami trochę poplotkować i zachwycony naszą techniką obierania owoców kaktusa przejął pałeczkę i wszystkie nam zaserwował:) W Llahuar rozbiliśmy nasz namiot niedaleko rzeki i gorących źródeł (38°C), wioska to głównie jeden „hostel” (bambusowe kabany) i grupka turystów korzystająca z basenów.

 

09.01.2016 Gejzery i podejście do Cabanaconde

Ostatni dzień to 6 godzinne podejście 1 260 metrów w pełnym słońcu. Szybko zapomnieliśmy o gorących kąpielach dnia poprzedniego. Przed najdłuższym podejściem przy moście na rzece Colca zrobiliśmy sobie przerwę przy zapachu siarki i wrzącej wodzie rzeki, moje pierwsze w życiu gejzery.

Za każdym kolejnym wyjściem w góry kolejne wydaje się łatwiejsze i tak Colca Kanion okazał się przynajmniej nie trudniejszy, piękna pogoda, wspaniałe widoki i ubrani w tradycyjne stroje mieszkańcy zapadają w pamięć.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s