Salkantay trek i Machu Picchu

mapamolle

16.12.2015

Salkantay trek z Mollepata do Sorayapampa

Salkantay jest to jeden z najbardziej znanych treków Peru, i też pierwszy jaki postanowiliśmy przejść będąc jeszcze w Belgii. Trek to 4 dni marszu w którym pokonaliśmy ponad 60 km i jeden dzień zwiedzania Machu Pichu. Mamy teraz w nogach ponad 120 kilometrów pokonanych w szlakach wielodniowych w Andach peruwiańskich, z czego jesteśmy całkiem dumni.

Ruszyliśmy z Abancay wczesnym rankiem, by po trzech godzinach autobusu znaleźliśmy się na rozdrożu, resztę trasy do Mollepaty pokonaliśmy taksówką. Na rozdrożu spotkaliśmy Linusa, szwajcara który towarzyszył nam również w treku do Choquequirao. Niestety przystojny, umięśniony szwajcarski prawnik, postanowił zaprosić na trek nowo poznaną, blond (z koloru włosów i charakteru) Niemke. Jak się szybko okazało blondynka nie przyzwyczajona do wysiłku, a tym bardziej na wysokości, szybko oddała plecak napotkanym Norwegom. Różnice w tempie i fasonu podróży sprawiły, że ja i Matthieu kontynuowaliśmy nasz trek sami, Niemka postanowiła zmienić środek transportu z nóg na samochód, a Linus kontynuował z jednym dniem opóźnienia z parą napotkanych Norwegów. Do Sorayapampy dotarliśmy w miarę późno, po raz pierwszy na szlaku widzieliśmy taką ilość kempingów i jeden luksusowy hotel. Salkantay jest bardzo turystyczny, dużo turystów pokonuje go w całości na koniach lub osłach. Mieliśmy szczęście, grudzień to pora deszczowa, a w związku z tym mała ilość gringo decyduje się na wycieczki kilkudniowe. Przez pierwsze dwa dni spotkaliśmy kilka grup, które szybko zmieniły kierunek w stronę doliny Inków zostawiając nam przepiękne widoki i pusty szlak.

17.12.2015

do Chaullay

Drugi dzień treku to punkt kulminacyjny, Paso Salkantay, najwyższy punkt szlaku 4 600 m n.p.m. Pokonanie El Paso okazało się dużo łatwiejsze od Santa Cruz i Choquequirao. Droga jest prosta, nigdy nie ma potrzeby wspinać się zbyt mocno, klimat ułatwia marsz, a że mieliśmy szczęście prawie nie padało całe 5 dni. Do Chaullay dotarliśmy około 16, i znowu ilość kempingów przygotowanych dla turystów zrobiła na nas wrażenie.

18.12.2015

do Lucmabamba

Po przejściu przez El Paso góry i ich fauna i flora zmieniają się z wysokogórskich gołych zboczy do coraz bardziej przypominających dżunglę. W drodze do Lucmabamby szliśmy małą mocno porośniętą niesamowitą roślinnością ścieżką. Szlak wiedzie przez niezliczone rzeki, kaskady i wodospady, niektóre przejścia posiadają mostek, lub co z niego zostało, a inne nie. Mocno wzburzone mocnymi opadami okresu deszczowego rzeki górskie często powodują obsunięcia ziemi , które zamieniają w nicość szlaki, drogi a czasem również i wioski. Tutejsi ludzie ostrzegają nas często by w górach nasłuchiwać odgłosów spadających kamieni. Nasz szlak był w dobrym stanie, a w połowie dnia spotkaliśmy Sam, wspaniałą, prześliczną, sympatyczną suczkę, która towarzyszyła nam przez resztę dnia nie opuszczając nas nawet na krok. Na początku myśleliśmy, iż jest to pies kogoś żyjącego w górach, jednak nikt z napotkanych tubylców jej nie znał. Gdy robiliśmy przerwę ona z nami, gdy do pokonania był mostek lub rzeka ona mimo że z trudnościami szła za nami. Zatrzymaliśmy się w małym rodzinnym kempingu w Lucmabambie, byliśmy jedynymi turystami w całym miasteczku. Sam spała przy naszym namiocie, a gdy ja lub Matthieu wychodziliśmy obserwowała nas. Przy wspólnym śniadaniu Sam zasnęła, a my bez możliwości adopcji psa bez paszportu postanowiliśmy zostawić ją licząc, iż sympatyczna rodzina gospodarzy adoptuje tak niezwykłego pieska.

19.12.2015

do Aguas Celientes

Ostatni dzień marszu to solidne podejście do Llactapaty. Od Lucmabamby ścieżka jest wąska, stroma, a roślinność zupełnie zmieniła się w dżunglę. Widok z niewielkich ruin na szczycie góry to nasz pierwszy rzut oka na Machu Pichu, które znajduje się na szczycie góry po drugiej strony doliny nieco poniżej nas. Po zejściu do Hidro-Elektriki przez kolejne 2 i pół godziny szliśmy wzdłuż torów jednej z najwyżej położonej na świecie kolei. Nie jest to kolej tylko wysoko położona, cena dla obywateli nie Peruwiańskich jest ponad 30 razy wyższa, co powoduje,iż każdego dnia setki turystów idą środkiem torów przez dziesięć kilometrów mijając most i dwa nieoświetlone tunele. No cóż Machu Pichu to mekka dla wszystkich turystów odwiedzających Peru. Aguas Calientes jest zwane także miastem Machu Pichu, jest to mała wioska do której nie prowadzi żadna droga (samochodowa), i która w całości żyje z turystów. My zatrzymaliśmy się na jedynym kempingu miasteczka na dwie noce.

20.12.2015

Machu Pichu

Najlepiej zachowane miasto Inków, które zbudowane było w drugiej połowie XV w. polożone na wysokości 2 400 m n.p.m na przełęczy pomiędzy górami Huayna Picchu i Machu Picchu. Było to jedne z głównych centrów kultu, gospodarcze jak i obronne Inków. Podczas panowania hiszpańskiego w Peru kolonizatorzy zrobili wszystko by zniszczyć pamięć o sławnym mieście, a co za tym idzie, także dumę narodową i kulturę peruwiańską. Oryginalnie miasto nazywało się Patallaqta, co w języku Quechua znaczy „miasto schodów” i zamieszkałe było przez ludność Quechua, „Inka” to tylko nazwa dynastii królów państwa Inkaskiego. Do dziś większość ludności Peruwiańskiej pochodzi od Indian Quechua i dalej posługuje się ich językiem, dużo napotkanych w Peru osób jest od dziecka dwujęzyczna. Miasto twierdza zbudowane jest z białego granitu w trzech stylach architektonicznych: klasycznym, cyklopowym, oraz sakralnym. Wszystkie budowle sakralne jak i pałac królów wykonane są z niezwykłą dokładnością, byli to prawdziwi mistrzowie obróbki kamienia, reszta budowli zbudowana jest w stylu klasycznym. System irygacyjny działa doskonale do dziś, to dzięki niemu setki lat temu cała ludność miasta mogła się wyżywić z uprawy tarasów rolnych. Jednym z przypuszczeń dlaczego Machu Picchu zostało opuszczone jest właśnie wyczerpanie zapasów wody. Archeolodzy znaleźli w mieście liczne szkielety ludzkie, oraz naczynia i szczątki zwierząt które często grzebane były w ofierze wraz ze zmarłymi. Miasto usytuowane jest w stosunku do słońca, i to właśnie bogowi słońca Inti ofiarowana była większość świątyń (świątynia słońca, kamień astrologiczny zwany także zegarem słonecznym, oraz Puerta del sol). Machu Picchu robi niezwykłe wrażenie, jego zwiedzanie zajęło nam jakieś 6 godzin. Niestety ostatnią godzinę zwiedzania padało a nasze przemoczone buty przez kolejne kilka dni nie chciały wyschnąć.

*Idąc przez dżunglę nigdy się nie schnie. Jest albo za gorącą i człowiek poci się niemiłosiernie albo pada, powietrze cały czas jest tak wilgotne, iż ubrania nigdy nie schną.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s