trek Choquequirao

trek Choquequirao

08.12.2015

Trek Choquequirao start z Cachora

Wioska Cachora położona jest jakąś godzinę drogi na północ od Abancay. To z niej zaczyna się trek Choquequirao. Wioska jest bardzo malownicza a ludzie niesamowicie przyjaźni. Podchodzą pytają się gdzie idziemy, skąd jesteśmy, są bardzo ciekawi Europy i aktualności. Przed Cachorą czekając na zapoznanego Szwajcara zwiedziliśmy również Saywite, malutkie ruiny Inkaskie z których najbardziej znany jest kamień Saywite. Przed południem słońce jest już wysoko, a temperatura daje się we znaki ale to właśnie w tedy zaczęliśmy nasz marsz w kierunku rzeki i Chiquiscca (camping położony godzinę przed mostem). Pierwszy dzień nie był ciężki, jedyne do czego trzeba się przyzwyczaić to waga plecaka. Do kempingu doszliśmy tuż przed zmrokiem, kilka namiotów podróżników z całego świata i jedna grupa Peruwiańska, niestety jak się później okazało która  nie lubi spać przed wysiłkiem fizycznym, całą noc pili rum i robili wszystko by nikomu nie udało się dobrze zasnąć. Peruwiańczycy są hałaśliwi, mówią dużo i głośno, nie rozstają się z peruwiańską muzyką w stylu wiejskiego disco polo, a w każdym mieście królują klaksony taksówek.

09.12.2015

 Z campingu Chiquiscca do wioski Marampata

Wioska Marampata położona jest jakieś 1500 m wyżej od rzeki. Pierwszego dnia więc weszliśmy i zeszliśmy jakieś 1000 m po to by następnego dnia zejść jeszcze trochę i zacząć najtrudniejsze podejście jakie pokonaliśmy w naszym życiu. W górę 1500 m, w słońcu i upale z plecakami ważącymi jakieś 14 kg. Na naszej drodze spotkaliśmy dwóch francuzów, którzy tak jak i my za każdym nowym zakrętem odsłaniającym wzniesienie nie szczędzili w “putain, encore”. Nigdy nie byłam tak zmęczona. Zakręt za zakrętem był coraz trudniejszy, jedynie Linus zdawał się nie przejmować upałem i ciężkim podejściem. Po dotarciu do kempingu spotkaliśmy rodzinę czterech  Kanadyjczyków, podróżujących “de lux”, osły, jedzenie jak w restauracji, namioty rozłożone zanim turyści dojdą do kempingu. Jest to swego rodzaju gra, mieszkańcy miasteczka pozwalają osiedlić się w nim tylko członkom ich rodziny, znajdują się blisko złotej żyły, zwanej drugim Machu Pichu, Choquequirao, która zapewnia im bardzo bogate życie. Wszyscy w wiosce skaczą by tylko rodzina która płaci 3 tys dolarów za pięć dni spaceru była zadowolona. Reszta osób w kempingu, my i bracia Francuzi, nigdy w Peru nie spotkaliśmy się z ludźmi tak zimnymi i trudnymi w komunikacji jak  właśnie w Marampie. Zdaje się, że rodzina z małej wioski górskiej położonej minimum dwa dni marszu od najbliższej drogi i cywilizacji dobrze zapoznała się z zimnym kapitalizmem przywiezionym z Cusco przez jednego z synów. Syn, przewodnik turystyczny znający angielski poznał tajniki “zadowolenia” gringo, który płaci.

10.12.2015

Camping w Marampata i zwiedzanie ruin Choquequirao

Jedyny dzień w którym słońce nam nie dokuczyło i jedyny w którym by się naprawdę przydało:) Widoki na ruiny robią wrażenie a wielkość miasta Inkaskiego jest do dzisiaj nie do końca znana ze względu na duże połacie lasu jeszcze nie przeszukane pełne ruin, które jeszcze nie zostały odkryte. Stare mury można spotkać wszędzie. Mocno rozwinięty system irygacyjny, domy, spichlerze, świątynie i miejsca do składania ofiar królują nad górą Choquequirao. Droga jest trudna, miejsce mało dostępne ale jest po co wchodzić.

11.12.2015

powrót do Chiquiscca

Droga powrotna jaką zaplanowaliśmy okazała się niedostępna ze względu na obsunięcia terenu, które blokują ścieżkę w kierunku Huanipaca, więc pozostał nam powrót tą samą drogą, którą przyszliśmy. Zejście ze stromego zbocza góry okazało się dużo szybsze i łatwiejsze jak podejście. Z łatwością dostaliśmy się do naszego pierwszego kempingu na treku. Niestety nasz znajomy z podróży, Szwajcar, dostał prawdopodobnie lekkiego udaru słonecznego co utrudniło powrót.

12.12.2015

Powrót do Cachory i Abancay

Ostatni kawałek drogi to dość mocne podejście, które mocno męczy łydki, jeszcze trzy dni po treku nasze mięśnie pamiętają wysiłek:) Cachora jak zwykle malownicza, a ludzie bardzo życzliwi. Bez problemu znaleźliśmy combi, które dowiozło nasz pod drzwi naszego hostelu w Abancay.

Teraz przygotowani jesteśmy na kolejne wyzwanie, jutro o świcie początek Salkantay treku.

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s